Czy wygrana w Lotto zawsze oznacza rewolucję w naszym życiu? Pan J. to jeden z kilku lotto milionerów w Polsce. Dzięki szczęśliwemu kuponowi udało mu się wygrać 2 862 345 zł. Jednak nagły przypływ bogactwa niewiele zmienił w jego życiu. A zmiany, które zaszły określi można raczej jako ewolucję niż wielki przewrót.

Zakupu zwycięskiego kuponu pan J. dokonał w jedynej w swojej rodzinnej miejscowości – Dwikozach kolekturze. Niepozornie wyglądający blaszak, prowadzony przez Marię Miemczyńską okazał się być jednym z dwóch punktów, w którym tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2007 roku padły zarejestrowane zostały zwycięskie numery – 1, 18, 28, 30, 32, 34. Gracz zakupił kupon z opcją „na chybił-trafi”. Komputer trafił w tym przypadku w dziesiątkę. Przez dłuższy czas nie było wiadomo, komu dopisało szczęście. Pan J. nie obnosił się ze swoją wygraną. Wśród mieszkańców Dwikóz koło Sandomierza wzrastała ciekawość, ale nikt, nawet właścicielka totalizatora, nie potrafili wytypować milionera. Sprawa wyszła na jaw, kiedy osoba, której zwierzył się pan J. nie dochowała tajemnicy. Jak jednak mówi lotto milioner, wieść o tym, że to właśnie on został milionerem nie przyłożyła mu kłopotów. Nie został bowiem zasypany propozycjami inwestycji czy prośbami o pożyczki. Jak sam stwierdza, jest najczęściej zaczepiany przez osoby szukające paru złotych na piwko czy tanie winko. Pan J. przeniósł się jednak ze wsi do Sandomierza. Mieszka obecnie w nowym domu.

Życie pana J. przed szczęśliwym losowaniem Lotto nie różniło się niczym od życia typowego wiejskiego kawalera. 58-letni mężczyzna od wielu lat nie posiadał stałego miejsca pracy. Dorabiał pracami dorywczymi a to na budowie, a to w pracy na polu czy w sadzie. Bez skrępowania pan J. przyznaje, że żył skromnie, czasami nawet brakowało mu na papierosy. Mieszkał w starej, drewnianej chatce. Można by się więc spodziewać, że wielkie pieniądze przewróciły jego życie do góry nogami. Okazuje się jednak, że pan J. podszedł do swojego szczęścia ze stoickim spokojem. W noc po wygranym losowaniu Lotto pan J. spał spokojnie, nie świętował nowonabytej fortuny nawet jednym piwem. Przeszedł nad tym do porządku dziennego. Jak opowiada podszedł do sprawy metodycznie – złożył konto, pojechał do Totalizatora Sportowego odebrać wygraną. Dopiero kilka tygodni później kupił sobie pierwszy w swoim życiu samochód. Za niewielki chevrolet zapłacił 38 tys. zł. Trzeba przyznać, że jak na milionera to niewielki zakup. Następnie rozpoczął poszukiwania nowego domu. Po kilku miesiącach znalazł ten, w którym aktualnie mieszka. Powoli go wykańcza. Lotto milioner narzeka, że koszta remontu są wysokie. Mimo wygranej nie przestał bowiem żyć oszczędnie. Widać to chociażby w stylu bycia pana J. – pali te same charakterystyczne papierosy „Męskie”, pije tę samą wódkę i ma tych samych kolegów. Jedyne co się zmieniło to to, że ma własny nowy dom, samochód i jest spokojniejszy o swoją przyszłość. Na pytanie o planowane podróże, zakupy, marzenia do spełnienia odpowiada, że chce tylko spokojnie żyć i wystarczy mu to, co ma.

Co ciekawe pan J. nie przestał grać w Lotto. Regularnie kupuje kupony i liczy na szczęście. Teraz gra już chyba bardziej z przyzwyczajenia i sympatii do totalizatora, niż z chęci zostania milionerem po raz drugi.

Komentarze

*

Rozwiąż zadanie *